Play It as It Lays | Recenzja spektaklu „Pieśni bez słów” Thoma Luza

Reżyseria Thoma Luza zaprasza recenzentkę nie tyle do wyrażenia słowami szczerego urzeczenia fantazją, z jaką kreuje rzeczywistość sceniczną przy pomocy szerokiego wachlarza przedmiotów (głośników, instrumentów muzycznych, folii malarskiej, styropianu, samochodu, ciała martwej sarny), ile do poddania jego strategii drobiazgowej, wnikliwej analizie, której objętość znacznie przekracza możliwości tego tekstu. Jego strategia jako reżysera wręcz zobowiązuje do uruchomienia niecodziennego trybu myślenia o podmiotowości rzeczy na scenie – w mentalnej kontrze do ich z góry założonej, nomen omen, przedmiotowości. Obiekt funkcjonuje w spektaklu Luza na prawach integralnej części opowieści, a nie jako narzędzie do jej opowiedzenia. Jest nie tyle wielofunkcyjny, ile jawnie wszechstronny. Właściwie każda z rzeczy płynnie przekracza granice pomiędzy rekwizytem, instrumentem a elementem scenografii, tym samym wymyka się próbom dokonania precyzyjnych rozróżnień pomiędzy każdą z tych kategorii. Przedmiot zdaje się zachowywać w sobie jakąś niewypowiedzianą (właściwie: niewygraną) tajemnicę. Jedną z nich mogłaby być milcząca krnąbrność głośników, której się nie ujarzmia, ale się do niej dostosowuje – jak do reguł kilkusekundowego opóźnienia pomiędzy wydobyciem dźwięku z instrumentu, a jego wybrzmieniem w głośniku na przeciwległym krańcu sceny.

U Luza przedmioty wchodzą ze sobą w relacje, które momentami cechuje szkatułkowa konstrukcja: ukrywa się je w sobie nawzajem (jak samochód we wnętrzu skrzyni), a po wydobyciu stopniowo rozwija ich możliwości. Na masce samochodu, jego drzwiach czy klapie bagażnika można nie tylko zagrać, ale i wzmocnić wydobywany dźwięk za pomocą mikrofonu kontaktowego, przyczepionego do powierzchni blachy. Można ten sam samochód zawiesić siłą ludzkich mięśni w powietrzu sekundy przed finalnym wypadkiem samochodowym, a także wpisywać w linię karoserii ciała ofiar wypadku. Przedmioty są też zwiastunami tego, co dopiero nadejdzie: zręby przełamanej w pół płyty styropianowej stają się linią krajobrazu, są łańcuchem górskim, zanim jeszcze narracja spektaklu dotrze na ośnieżone szczyty. Gra się na nich i ogrywa je, co odsyła do dwuznacznego rozumienia instrumentu jako przedmiotu i przedmiotu jako instrumentu. Niektóre z tych przedmiotów utrzymane zostaną w stanie spoczynku przez większość spektaklu – tak jak tafle luster zawieszone na skrzyniach transportowych – po to, by w przedostatnich momentach jego trwania odkryć przed nami jeszcze jedną ze swoich tajemnic – odbijając wiązkę światła, urzeczywistniają taśmę policyjną, przed którą zgromadzi się na moment grupka gapiów, postświadków wypadku samochodowego, którego śmiertelny konkret był składową bytności nadspodziewanie żywotnych obiektów scenicznych w przestrzeni spektaklu szwajcarskiego reżysera.

Anna Sołowiej, studentka UAM w Poznaniu

Pieśni bez słów, Thom Luz i Bernetta Theaterproduktionen
reżyseria: Thom Luz
kierownictwo muzyczne: Mathias Weibel
dramaturgia: Kathrin Veser
dźwięk Martin Hofstetter
reżyseria świateł: Thom Luz, Tina Bleuler
premiera: 22 kwietnia 2021
fot. Wojtek Szabelski