Nieznośna pustość sceny | Recenzja spektaklu „Stracone złudzenia”

Główny bohater przedstawienia Jana Mikuláška dostaje wiele rad, lecz ta, którą zdaje się najbardziej brać do serca, brzmi: „Kto chce pisać o wszystkim, powinien wszystkiego spróbować”. Poznajemy go jako atrakcyjnego i nie najgorzej zapowiadającego się dwudziestojednolatka z prowincji. Niewinność aspirującego pisarza zostaje podkreślona prostą białą koszulą, a skromny czarny krawat, który niespokojnie poprawia, sugeruje, że młodzieniec czuje się skrępowany.

Ograniczająca i zamknięta jest również scenografia, w której bohater Straconych złudzeń porusza się wraz z resztą Balzakowskich postaci. Pudełkowa konstrukcja z trzech kotar znacząco zmniejsza scenę Teatru Baj Pomorski i wywołuje klaustrofobiczne wrażenie. Chłodna, niepokojąca zieleń dominująca na scenie sugeruje, że świat przedstawiony jest trujący i zepsuty. Główny bohater również zdaje się to rozumieć, chociaż niesiony ambicjami młodości decyduje się podjąć z tym światem grę, w której stawką są sława i pieniądze. Dla niego zieleń jest też kolorem nadziei.

Barwa ścian oraz pustka przestrzeni stają się sceną odwiecznego dramatu – wzlotu oraz upadku młodego, przystojnego i inteligentnego młodego człowieka dysponującego jedynie „ładną buzią” oraz szlacheckim brzmieniem panieńskiego nazwiska matki. Umieszczając akcję między kotarami, zza których zjawiają się postacie towarzyszące Lucienowi, reżyser sugeruje, że tragedia ta ma źródło zarówno w psychice bohatera, jak i w okolicznościach zewnętrznych. Znajdujemy się w głowie Luciena, lecz może być to zarówno Francja Komedii ludzkiej z połowy XIX wieku, jak i czeska Praga w teraźniejszości. Mechanizmy, drobiazgowo i realistycznie zilustrowane przez Balzaca, pozostają jednak takie same. Systemowe konwenanse oraz bezlitosne prawo silniejszego doprowadzają zachłyśniętego karierą dziennikarską młodzieńca do zatracenia, które metaforycznie ukazuje ostatnia scena. Lucien odłącza z prądu wielkie, kolorowe neony, do tej pory świetliście dookreślające bohatera oraz komentujące jego decyzje. Jako element symboliczny – znak metropolii, współczesnej kultury lub wybujałej ambicji, stanowiły jeden z nielicznych obiektów, które pojawiały się na scenie. Dwa krzesła, lustro, kanapa, materac wystarczyły, by okazjonalnie zasugerować miejsca akcji. Równie niewielu użyto rekwizytów. Ich rolą było sugerowanie symboliki – pióro zamiast sztyletu, którym równie dobrze zniszczyć można człowieka, oraz rozrywane na strzępy czerwone kwiaty, których smętne pozostałości rozrzucone po scenie stanowiły wizualne przedstawienie tytułowych straconych złudzeń głównego bohatera.

Na niemal pustej scenie wybrzmieć mogła za to gra Vojtěcha Vondráčka, który wcielił się w rolę Luciena. Energiczna, przerysowana aktorska szarża odsłania gorączkowy zamęt trawiący tę niespokojną postać. Jego Lucien próbuje wszystkiego, a chociaż zaczyna prawie bez niczego, kończy nie mając absolutnie nic. Ani pieniędzy, ani sławy, a co gorsze – jako człowiek towarzysko skończony, wypalony zawodowo i opuszczony przez ukochanych. W jego ujęciu Balzakowski bohater wyraża nie tylko komizm, ale też tragiczny wymiar jednostkowej, skazanej na samotność i cierpienie, ludzkiej egzystencji.

Alicja Zalewska, studentka AT w Warszawie

 

Stracone złudzenia, na podstawie powieści Honoré de Balzaca
adaptacja i reżyseria: Jan Mikulášek
dramaturgia: Dora Viceníková
scenografia i kostiumy: Marek Cpin
premiera: 4 września 2021, Divadlo Na zábradlí
fot. Wojtek Szabelski