Rezonans | Recenzja spektaklu „Pieśni bez słów” Thoma Luza

Zanosi się na koncert – na scenie stoją instrumenty, głośniki na statywach, pulpity z nutami. Pięcioro performerów w garniturowych kombinezonach i lateksowych rękawicach krząta się po scenie z wałkami malarskimi niczym ekipa remontowa przygotowująca przestrzeń do pracy. Wraz z pierwszymi pociągnięciami białą farbą po czarnym linoleum i uderzeniami w klawisze pianina zaczyna się drobiazgowa rekonstrukcja pozornie zwykłego zdarzenia, która zawiesi linearność czasu.

Jest – górska szosa, śnieg, samochód i radio. Aktorzy komponują miejsce wypadku i wypełniają je dźwiękami instrumentów oraz animowanych przedmiotów. Szelest folii współbrzmi z wiolonczelą, klakson z wokalem. Między kolejnymi utworami Felixa Mendelssohna-Bartholdy’ego nadawane są fragmenty audycji: prognoza pogody, wiersze, horoskop, wykład o retrotopii. Spikerzy zapraszają słuchaczy w podróż do tajemniczej doliny cieni, ale nieznanym pasażerom auta nie uda się już do niej dotrzeć. Jak okazuje się w finale – potrącili sarnę.

Wypadek samochodowy, konstruowany na scenie wbrew ciągowi przyczynowo-skutkowemu, jest dla Thoma Luza pretekstem do namysłu nad tym, w jaki sposób postrzega się i porządkuje rzeczywistość. Język, co zauważa jeden z radiowych spikerów, sprawia, że wierzymy w linearność zdarzeń, niezbywalność przeszłości i przyszłości, choć w istocie wszystko dzieje się jednocześnie. Dlatego reżyser unieważnia prawa języka. Za pomocą wieloźródłowych dźwięków i wieloznacznych obrazów kreuje świat, w którym symultaniczność rozmaitych czasoprzestrzeni staje się możliwa – scena jest w jego ujęciu rozwibrowanym pudłem rezonansowym, nieustającym „teraz” podważającym zasady narracji.

Pieśni bez słów są wymagającym, podatnym na metaforę testem teatralnej wyobraźni. To od widza zależy, jaką stawkę zyska spektakl Luza. Może być przelotnym marzeniem o alternatywnej percepcji albo postapokaliptyczną wizją Europy, traktatem filozoficznym na temat przypadkowości historii albo wybuchowym rytuałem śmierci. Może być wszystkim naraz. Szwajcarski koncert jest kakofonią sensów.

Jowita Mazurkiewicz, studentka AT w Warszawie

Pieśni bez słów, Thom Luz i Bernetta Theaterproduktionen
reżyseria: Thom Luz
kierownictwo muzyczne: Mathias Weibel
dramaturgia: Kathrin Veser
dźwięk Martin Hofstetter
reżyseria świateł: Thom Luz, Tina Bleuler
premiera: 22 kwietnia 2021
fot. Wojtek Szabelski